W pogoni za szczęściem jest grą którą kupiłem bardzo spontanicznie na wyprzedaży. Dobrałem do koszyka wszystkie możliwe dodatki i zachęcony zamysłem gry, bez zastanowienia złożyłem zamówienie. Na czym właściwie polega ta gra? To proste! Cała gra opiera się na zarządzaniu swoją postacią w taki sposób, by ta przeżyła swoje życie jak najlepiej. Kupujemy różne przedmioty które nas uszczęśliwiają lub inwestujemy nasz czas w naukę czy rozrywkę. Możemy iść do stałej pracy lub dorabiać po godzinach. W grze występuje nawet motyw związku z drugą osobą. Ba! Możesz się związać nawet z kilkoma osobami ale pamiętaj, że generuje to sporo dodatkowego stresu.

Rozgrywka i zasady to banał.

Upakowałem wszystko do jednego pudełka i przeczytałem wnikliwie instrukcję od gry podstawowej. Mimo tego, że posiadałem dodatki to jestem zdania, że grę należy poznać na wylot zanim zacznie się ją „ulepszać”. Instrukcja nie jest skomplikowana i w miarę dobrze napisana. Wykonanie elementów na bardzo dobrym poziomie. Elementy tekturowe są sztywne, karty odpowiedniej wielkości a całość dopełnia garść drewnianych znaczników. Kiedy tłumaczyłem zasady skupiałem się na przekazaniu ich w jak najbardziej intuicyjny sposób. Ta gra ma wiele możliwości, wiele ruchów które możemy wykonać ale nie oznacza to, że jest trudna. Wszystkie ruchy które wykonywaliśmy podczas gry były bardzo intuicyjne i znajdowały odzwierciedlenie w prawdziwym życiu. Np. Jeśli kupisz sobie samochód to musisz co pewien czas inwestować w niego określoną ilość gotówki. Jeśli idziesz do pracy to co „rundę” tracisz określony czas zyskując w zamian pewne profity.

Ponad to oprócz standardowej waluty w grze posługujemy się różnymi wskaźnikami stresu czy szczęścia które mają realny wpływ na aktualną rozgrywkę. Kiedy jesteśmy szczęśliwi to możemy więcej, pozyskiwanie nowych kart jest łatwiejsze. Jeśli jednak jesteśmy zestresowani to tracimy najważniejszą walutę w grze jaką jest czas.

Czy aby na pewno?

Ogólne wrażenia całą grą były bardzo pozytywne. Przynajmniej do czasu. Do czasu gdy zaczął się efekt kuli śnieżnej. Prowadzona przeze mnie postać uzyskała dobrą pracę i było mnie stać praktycznie na wszystko. Po kilku zakończonych rundach leżały przede mną stosiki niewykorzystanych żetonów które rosły z ruchu na ruch. Poza tym sama gra stałą się bardzo liniowa. Ilość i różnorodność kart jest bardzo duża i oryginalna ale w grze nie dzieje się nic specjalnego. Wydajesz czas, pobierasz profity, kończysz rundę. Oczywiście bardzo mocno spłaszczam teraz rozgrywkę która przecież jest tak bardzo rozbudowana. Zabrakło mi tu elementu rywalizacji. Oczywiście, wygrywa osoba posiadająca najwięcej „szczęścia długoterminowego” więc jakaś rywalizacja jest ale podczas samej gry „każdy sobie rzepkę skrobie”. Nie ma żadnej interakcji między graczami. Coś co pozwoli na większą radość z gry przez co już po ok 30 minutach gra stała się bardzo nużąca.

Tak czy nie?

Gra mimo swoich minusów, które niewątpliwie występują, doskonale obrazuje zarządzanie czasem. Zarządzanie nie tylko czasem ale też stresem czy szczęściem. Upakowując wszystko w planszówkę porównywaną przez wielu do kultowej gry The Sims otrzymujemy naprawdę przyzwoitą grę która może przypaść do gustu nie jednej osobie. Ja na pewno do niej powrócę wzbogacając ją stopniowo o kolejne dodatki. Wydaje mi się jednak, że po kilku rozgrywkach pudełko trafi na „półkę wstydu” gdzie jedyną atrakcją będzie przecieranie od czasu do czasu kurzu.

GRĘ MOŻNA KUPIĆ TUTAJ

Jak pomocny był ten post?

Kliknij na uśmiech aby ocenić

Średnia ocena 0 / 5. Ilość głosów 0

Bądź pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *